PL : : : ENG : : : KIM JESTEŚMY?

Przejdź na naszą nową stronę: RODZINYBEZGRANIC.pl

Grafika na podstawie zdjęcia autorstwa Agnieszki Sadowskiej/Wyborcza.pl

LIST RODZIN BEZ GRANIC

Jak wasze dzieci, ta mała dziewczynka ubrana jest w pajacyk. Ten jest już sztywny od brudu. Jak wasze córeczki, kiedy miały półtora roku, stoi jeszcze niepewnie. To ten wiek, kiedy dzieci zaczynają naśladować zwierzątka, uciekać z chichotem, przeglądać książeczki z głośnym „u”. Mówimy wtedy, że są słodkie, nosimy je na biodrze i mimo zmęczenia jesteśmy szczęśliwe. Nie myśleć o tej dziewczynce można tylko wtedy, kiedy omija się zdjęcie wzrokiem. Jedno spojrzenie na nią wystarczy, żebyście zobaczyły w niej figlarność, prostotę spojrzeń waszych dzieci.

I jedno spojrzenie wystarczy, żeby nie zgodzić się na ich śmierć w lesie. Musicie zrobić wszystko, co w waszej mocy, żeby jeszcze dziś dostały ciepłe mleko i lekarstwa. Jeśli politycy nie potrafią ich zobaczyć, to my im pomóżmy, przypomnijmy im, że też mają dzieci i wnuki. Przypomnijmy, że nasi przodkowie też nieraz musieli uciekać i ktoś im wtedy pomógł. Pokażmy, że żadne polityczne podziały nie są ważne, jeśli mówimy o oddechu, o błysku oka, o cieple ciała konkretnego dziecka. Trzeba natychmiast wpuścić organizacje humanitarne do strefy stanu wyjątkowego i zaprzestać wywózek uchodźców do lasu. 

Jako matki, jako rodziny, jako ludzie zwracamy się ponad politycznymi podziałami do matek, rodzin i osób, które mają wpływ na decyzje dotyczące granicy wschodniej. Wszyscy doskonale wiemy, jak pomóc choremu, głodnemu, zziębniętemu, przestraszonemu dziecku. Nie możemy pozwolić na to, żeby w naszym kraju dzieci były wywożone na śmierć do lasu. Wykonajcie dziś, zaraz jeden telefon do kogoś, kogo znacie, a kto może sprawić, że te dzieci nie umrą. To bardzo proste: od wielu godzin nie dostały nic do jedzenia, trzeba działać natychmiast.

RODZINY BEZ GRANIC

Fot. Agnieszka Sadowska/Wyborcza.pl

FAMILIES WITHOUT BORDERS

LETTER OF FAMILIES WITHOUT BORDERS

Like your children, this little girl is wearing a onesie. Except that hers is stiff with dirt. Like your daughters when they were one, one-and-a-half, this little one is still a bit wobbly on her feet. This is the age when children start imitating animal noises, giggling loudly, and looking at picture books with big “oooh” sounds. We often say they are sweet, we let them cling to us and despite our exhaustion, we are happy. The only way to stop thinking about this little girl is to avert your eyes.   One look at her is enough to remind you of the playfulness and sincerity in the eyes of your own children.

And one look is enough to be against children dying in forests. We must do everything in our power to make sure these children get their warm milk and medicine. Today. If politicians cannot see these children, we will help them see. Let’s remind them of their own children and grandchildren. Let’s remind them that our ancestors also had to flee Poland more than once and found help. Let’s show that political divisions are unimportant when the breath of a child, the sparkle in their eye, the warmth of their little body is at stake. Humanitarian organizations have to be allowed into the zone of emergency in Poland immediately and push-backs across the border have to stop.

As mothers, as families, as people we look beyond political divisions and reach out to mothers, families and people who can influence what happens on Poland’s eastern border. Everybody knows perfectly well how to help a sick, hungry, cold, scared child. We cannot allow these children to be transported to the forest to die.

We ask you: please make one phone call to someone you know, to someone who can prevent these children from dying, today, right now. These children have not had anything to eat for hours. It’s very simple: they need our help immediately.

Families without borders.

rodzinybezgranic@gmail.com 

PL : : : ENG

Illustration based on a photograph by Agnieszka Sadowska/Wyborcza.pl
Fot. Agnieszka Sadowska/Wyborcza.pl

PL : : : ENG

#RODZINYBEZGRANIC

KIM JESTEŚMY?

Rodziny bez granic” to grupa facebookowa zrzeszająca ludzi, którym nie jest obojętny los ofiar kryzysu humanitarnego na granicy polsko-białoruskiej, a w szczególności los przebywających tam dzieci. Początkowo była to grupa rodziców, a wszystko zaczęło się od facebookowej grupy Piotra i Laury, którzy napisali: „Nie możemy już wytrzymać bezczynności”. Grupa jest otwarta i zrzesza ludzi z całej Polski, którzy chcą wyrazić swój sprzeciw wobec sytuacji na granicy. Nie trzeba być rodzicem, aby stać się jej członkiem/członkinią. Po czterech dniach od założenia do grupy dołączyło prawie trzy tysiące osób i tworzą się liczne inicjatywy lokalne m.in. we Wrocławiu, Olsztynie, Krakowie, Szczecinie. 

Pierwszą inicjatywą grupy jest rodzinny protest pod siedzibami Straży Granicznej w całej Polsce, który rozpoczął się 1 października. Polega on na tym, że podczas codziennych, popołudniowych „dyżurów” dzieci wraz z rodzicami rysują kredą na chodnikach rysunki i hasła sprzeciwiające się wydarzeniom na granicy. Jedną z inspiracji jest znaleziony w lesie rysunek domu, namalowany przez dziewczynkę, która wraz z rodziną przekroczyła granice i zniknęła.  Nikt nie wie, gdzie teraz się znajduje. Pytanie „gdzie są dzieci?” to jedno z najczęściej pisanych kolorową kredą haseł pod budynkiem Straży Granicznej w al. Niepodległości w Warszawie.

Kolejną inicjatywą grupy jest „List rodzin bez granic”. Jej członkinie i członkowie wyrażają w nim troskę o los dzieci na granicy polsko-białoruskiej i przekonanie o natychmiastowej konieczności działania. „Dzieci nie powinny być ofiarami politycznych rozgrywek dorosłych. Ich zdrowie i życie powinno być chronione szczególnie. Liczymy, że nasz list dotrze do sumień matek i ojców, którzy są rodzicami, a jednocześnie odpowiadają za ważne decyzje w naszym kraju” mówią „Rodziny bez granic”.